Dochodzimy teraz do sedna sprawy, czyli skad wziac te kilkanascie czy tez kilkadziesiat tysiecy dolarow na studia w Stanach. Jest to dla prawie wszytkich ktorzy sie moga nie orientowac zbytnio w tej sprawie klopot godny Salomonowej glowy. Na wypadek gdyby sie jednak nie mialo Salomona pod reka, prosze czytac dalej.
Przede wszystkim chcialbym podkreslic, ze pieniadze nigdy nie sa az tak strasznym problemem jak sie moga na poczatku wydawac. Wynika to z natury Amerykanow, ktorzy cenia starania innych, a szczegolnie w nauce, i pomagaja. Bardzo czesto jest tak, ze juz jak uczelnia przyjmie przyszlego studenta, to pomoze w zalatwieniu pomocy w pelni pokrywajacej koszta studiow. Z reguly, bogate, prywatne uczelnie, ktore tworza elite uniwersytetow amerykanskich, maja bajonskie sumy pieniedzy i nia nie najlepiej jest skladac.
Na drugim planie sa male, prywatne uczelnie ulokowane troche dalej od wielkich metropolii. Sa to uczelnie do ktorych chodza czesto studenci tylko z okolicznich stanow, z mala domieszka studentow z pozostalych stanow. Warto tu podac ze takich uczelni jest ladnych pare tysiecy, i ze z tego powodu konkuruja one o wielu lepszych studentow. Jest to dla takiej malej uczelni nie lada gratka gdy w informatorze moze o sobie napisac ze studiuja na niej studenci ze wszystkich piedziesienciu stanow i z ilustam panstw. Daje to wyobrazenie ze jest to jakies bardzo kosmopolickie miejsce, i zacheca przyszlych studentow. Takie uczelnie czesto maja odlozone kilka pelnych stypendiow dla studentow zagranicznych -- i juz problem finansowy jest zazegnany.
Na ostatnim miejscu figuruja uczelnie stanowe, miejskie, i powiatowe. Sa to z reguly molochy, niektore siegajace i 80.000 studentow. Do stanowych uczelni trafia najwiecej ludzi o malych dochodach, jako ze dana stanowa uczelnia ma pokaznie znizki dla studentow z jej wlasnego stanu. Takie uczelnie sa i tak nastawione przede wszystkim na studentow lokalnych i nie pretenduja do niczego wiecej. Piszac to krzywdze niejedna stanowa uczelnie, bo jest wsrod nich kilka na prawde wysmienitych, ale zmuszony jestem pisac troche ogolnie.
Jeszcze tak na koniec troche osobiscie dodam, ze skoro dla Polakow najwiekszymi skupiskami w Stanach to Chicago i Nowy Jork, to wieksze wrazenie zrobi polskie pochodzenie w jakiejs uczelni gdzie Polakow w ogole nie maja. Innymi slowy radze skladac podania w jakies nietypowe dla Polaka miejsce, jak na przyklad centralna Pennsylvania czy tez Virginia lub Kansas.
Skonczywszy na tym krotka rozprawe o uczelniach, przejdzmy do szczegolow finansowych. Jak wczesniej wspomnialem, wiele uczelni zobowiazuje sie pomoc znalesc srodki finansowe dla przyjetych studentow. Ta pomoc finansowa (financial aid) jest obliczana na podstawie dochodow rodzicow. Amerykanscy rodzice co roku przysylaja uczelni kopie ich rozliczenia podatkowego, na podstawie ktorego uczelnia ocenia ile pomocy dany student potrzebuje. Przypuszczam, ze wiekszosc zarobkow rodzinnych z Polski wypadnie na tyle nisko w porownaniu z Amerykanskimi, ze uczelnia nie bedzie ich brala pod uwage w obliczaniu pomocy.
Najpierw sumuje sie caloroczne koszta studiow, w ktore wlicza sie nie tylko oplaty za studia, stolowke, i akademik ale i drobne wydatki, koszta przelotu i ceny ksiazek. Po obliczeniu tej kwoty odejmuje sie od niej sume jaka rodzice sa w stanie zaplacic. Pozostalosc to potrzebna pomoc. Trzeba tu dodac ze rodzice wcale nie musza tej kwoty zaplacic gotowka od reki -- czesto mozna wziac pozyczke na te kwote, lub rozlozyc ja na raty.
Pomoc sklada sie z kilku czesci. Pierwsza czesc to bezzwrotne stypendium, czyli cos jakby uczelnia o tyle obnizala koszt studiow. Druga czesc to praca studenta podczas roku szkolnego. Czesto sie sklada ze wycena, ile student jest w stanie w czasie tego roku zarobic akurat pokrywa sie z cenami ksiazek i wydatkami osobistymi, wiec to mozna wykreslic z rownania. Trzecia czesc to zarobki letnie studenta. Musze tu wytlumaczyc, ze amerykanska mlodiez jest od bardzo mlodego wieku przyzwyczajana do pracy zarobkowej, i ze juz w liceum czesto sie spotyka przypadki ze ktos cale lato pracuje za kontuarem w sklepie lub jako ratownik na basenie. Przez cztery lata studiow, spodziewane jest ze student kazdego lata przed rozpoczeciem nastepnego roku zarobi pewna kwote ktora pojdzie na oplacenie studiow. Ostatnia czescia pomocy moze byc pozyczka brana przez studenta, lecz tutaj sprawa nie jest taka prosta, gdyz najpopularniejsze pozyczki federalne typu Stafford czy Perkins nie przysluguja osobom nie posiadajacym obywatelstwa amerykanskiego. Wiem ze w takim przypadku Princeton zwieksza inne zrodla pomocy. Nie wiem jak w tym przypadku postepuja inne szkoly.
Tak wiec bilans rachunek za studia moze wygladac na przyklad w ten sposob:
$25.000 -- ogolny koszt studiow
-$2.000 -- tyle sa w stanie zaplacic rodzice
-$2.000 -- tyle student zarobi podczas wakacji
-$2.000 -- tyle student zarobi podczas roku na potrzeby wlasne
-$18.000 -- tyle wynosi stypendium ze szkoly
-$1.000 -- pozyczka wzieta przez studenta
i caly rachunek zostal pokryty.
Moze to prosto wygladac na papierze, a wielu z was moze nie byc przekonanych co do tego, wiec jeszcze raz podkreslam, ze pieniadze nie powinny stanowic przeszkody dla osoby chcacej studiowac w Stanach i z tego co wiem to rzadko bywaja. Pieniadze sie znajda!
Marcin Krzysztof Porwit, mkporwit@cs.princeton.edu